„Nie przewijaj tego posta z myślą: inni wpłacą. Inni pomyślą dokładnie to samo”.
Wcale nie – ja myślę zupełnie inaczej! Przerażające i smutne jest to, że moglibyśmy uratować tak wiele osób, a o ich życiu decyduje brak pieniędzy. Jak jednak dokonać wyboru, gdy jako darczyńca musiałabym zrobić tysiące takich wpłat? Potrzebujących są rzesze, a sumienie nie pozwala mi wartościować ludzkiego życia – każdy ma przecież równe prawo do ratunku.
Co myślicie o idei konta ogólnego – funduszu dla wszystkich potrzebujących? Środki z takiego konta byłyby dzielone sprawiedliwie, trafiając również do tych, którzy z różnych powodów nie potrafią lub nie mogą prowadzić własnych, głośnych zbiórek.
Warto też zmienić perspektywę: zamiast gigantycznych, milionowych kwot na pojedyncze terapie eksperymentalne, spójrzmy na operacje i leczenie kosztujące 100 czy 200 tysięcy złotych. Wtedy za kwotę 2 milionów złotych jesteśmy w stanie uratować nie jedną, a nawet 10 osób! - taką możliwość daje tylko konto ogólne.
Taki zbiorczy fundusz to czysta uczciwość serca. Pozwoliłby nam wszystkim uniknąć tego potwornego dylematu: komu podarować życie, a kogo skazać na śmierć?
Mam konkretny pomysł, jak to zorganizować – tak, aby całkowicie wykluczyć ryzyko malwersacji, a każda wpłata przynosiła maksymalny możliwy efekt terapeutyczny. Niestety, z jakiegoś powodu nikt nie chce wdrożyć tej metody w życie.
Ta metoda jest w gruncie rzeczy prosta. Kluczem jest zmiana myślenia: pieniądze są potrzebne lekarzom i szpitalom na procedury medyczne, a nie samemu pacjentowi do ręki. Gdy zaczniemy postrzegać to w ten sposób, cały system staje się w pełni transparentny.